"Uczysz się bez zrozumienia", czyli jak delikatnie nazwać dziecko "debilem".

Notatka: "Dobrze zrobione ćwiczenia nie mają niestety przełożenia na wyniki testu - uczysz się bez zrozumienia."

Wiem, że po tym, co napisałam, będę znowu nielubiana:)  Bo wiem, że ludzie nie lubią, jak im wytykamy błędy. Ale uważam, że Rodzice powinni być kilku rzeczy świadomi.

Dzisiaj na zajęciach przyszła dziewczynka, której przez ostatnie 2 zajęcia pomagałam w ćwiczeniach i przygotowywałam do testu. Z ćwiczeń dostała tylko 4 (mimo że było wszystko dobrze!!), ale Pani postanowiła jej zostawić ten komunikat, co na zdjęciu -  aż musiałam zrobić zdjęcie, bo nie mogłam uwierzyć. Pierwszy raz się z czymś takim spotkałam (a uczę angielskiego... 17 lat około). Kończyłam studia wiele lat temu, ale z zajęć pedagogicznych wyniosłam pewne  PODSTAWOWE informacje, np. aby NIE SZKODZIĆ dziecku, WSPIERAĆ rodzica i dziecko, i ZAWSZE mówić o dzieciach najpierw pozytywne rzeczy (bo o każdym można!!), a później mówić ewentualnych problemach/rzeczach do poprawy (ale też wiedzieć, w jaki sposób - musi to być osiągane dla dziecka!). To ze studiów. Ale ponieważ studia to mało  - bo życie wymaga więcej  - czytałam inne poradniki psychologiczne dla nauczycieli, np. Thomasa Gordona (http://gordon.edu.pl/metoda_gordona)  lub "How the Brain Works" (Jak uczy się mózg).


Nie mieści mi się w głowie, jak można dziecku w 5 klasie napisać, że "uczy się bez zrozumienia", bo kiepsko napisało test. Skąd ta pani w ogóle wie, jak to dziecko się uczy? Jako nauczyciele, przekraczamy pewną granicę. Jesteśmy za szybcy w wydawaniu krzywdzących osądów.

kilka istotnych mitów


1) Testy NIE są jedynym słusznym wyznacznikiem wiedzy i umiejętności dziecka !! Są metodą ewaluacji, jakąś tam.  Jedną z wielu. Prowadzę również dzieciaki BEZ "standardowych" testów, nawet takie, co nie są objęte edukacją szkolną, i jakoś nie widzę gigantycznej różnicy między dzieciakami "szkolnymi", testowanymi na każdym kroku. A, widzę - są często mniej zestresowane i bardzo chętne do nauki.

2) Dobijając, nie motywujemy. Dobijanie, mówiąc dziecku, że  "nie umie się uczyć", jest demotywacją.

3) Demotywując, zabijamy chęć nauki. Filar nauczania. Emocje, nastawienie są kluczowe w nabywaniu wiedzy. Ja tego nie wymyślam - to jest w książkach, np. tej "How the Brain Works". Jeżeli się źle czujemy w klasie, czujemy się zagrożeni, zestresowani, nie lubimy pani - proces nauczania jest zaburzony.  NIE Z WINY DZIECKA. Od tego jest nauczyciel i ma swoje wykształcenie, by o tym wiedział. Czasem w szkole jest ciężko, szczególnie z dyscypliną, ale nie jest to powód, aby kogokolwiek dyskredytować i poniżać.

3) Powyższa notatka "do rodzica i dziecka"  jest zaproszeniem do "kłótni", nie jest informacją dla  Rodzica/Dziecka, jak  ma poradzić sobie z problemem. Stanowi jedną z "12 blokad komunikacji" Gordona. Jest ocenianiem, krytykowaniem, i obwianiem dziecka (!!!!) za jego niepowodzenia szkolne. Z powodu jednego, głupiego testu. Można to wszystko powiedzieć przecież inaczej, np. "Napisałaś ładnie ćwiczenia, ale nie poszedł ci test. Nie wiem, dlaczego. A ty wiesz?". I nagle okaże się, że może źle się czuła, zapomniała ze stresu większości, ćwiczenia  testowe różniły się znacznie od tych w zeszycie ćwiczeń, albo inne.

4) Sądy oceniające są generalnie bardzo szkodliwe i ja ich unikam jak ognia. Dziecko się teraz uczy tak, a później będzie inaczej. Ale jako nauczyciele powinniśmy być odpowiedzialni za swoje słowa - one kształtują osobowość młodych ludzi. Kształtują ich mniemanie o sobie. Jeżeli będziemy im pisać i powtarzać "nie umiesz się uczyć", to dziecko w końcu, niestety, może w to uwierzyć. A to nieprawda. Bo dziecko uczyć się potrafi, tylko to nauczyciel powinien być na tyle mądry, aby wiedzieć, jak tę wiedzę przekazać.

5) Dzieci nie są odpowiedzialne za swoje niepowodzenia szkolne. Nie są. Rodzice posyłają je do szkoły wierząc, że oddają w ręce NAUCZYCIELA, czyli kogoś, kto naucza. A nie egzaminatora :) Jeżeli ponad połowa klasy dostała dwóje, to znaczy, że JA, NAUCZYCIEL, ich nie nauczyłem. Ba, ok, zdarzyło się. Przed kolejnym sprawdzianem postaram się zmienić swoje metody.  No ale przecież  nie piszę im notatki w zeszycie "nie umiesz się uczyć" !!

Ciekawostka!
Wygooglowałam wyrażenie "uczenie się bez zrozumienia". Pierwsze od góry pojawiło się hasło w krzyżówce:
"Uczy się bez zrozumienia". Odpowiedzią było: KUJON.
To może pani chciała dziecko nazwać jednak KUJONEM? :)

 

A pani, która tak napisała dziecku notatkę, można by napisać:

"Przeprowadzana przez Panią lekcje nie mają  niestety przełożenia na moje wyniki testów - nie potrafi pani mnie nauczyć."

 

Tylko po co? Bo dziecku tak napisać, to jakoś wszyscy uznają za normalne...

Najczęstsze przyczyny niepowodzeń szkolnych

Najczęstsze przyczyny niepowodzeń szkolnych:
*Nadmiar obowiązków szkolnych, w tym prac domowych, które często nie uczą, a są mechanicznym przepisaniem/wstawieniem, itp.
*Brak motywacji do nauki (jak dziecko nie wie, po co ma się uczyć, to często tego nie robi)
*Nadmiar materiału do opanowania (program do klasy 8 jest przeładowany, o tym obecnie mówi chyba każdy)
*Brak urozmaicania metod nauczania (w  polskiej szkole dominują metody najmniej skuteczne, metody podające)
*Brak przyjaznego środowiska, w którym proces nauczania może mieć miejsce (np. poczucie zagrożenia ze strony rówieśników lub nauczyciela)
*Spore braki (z wcześniejszych lat) - jak dziecko rozumie kilka słów z czytanki w 7 klasie, to naprawdę niezłą gimnastyką jest opanowanie bieżącego materiału. Nie mówię, że niemożliwe, ale wymaga o wiele więcej wysiłku niż w przypadku rówieśników, którzy tych braków nie mają.

PS. Sama wiem na swoim przykładzie, jak bardzo ciężko znaleźć dobrych nauczycieli/pedagogów. Sama znam wielu. Ale spotkałam też takich, co mi mówili, że moje dziecko nie mówi w wieku 3 lat, "bo tak go sobie wychowałam i to moja wina", inna pani pedagog po godzinnym  badaniu uznała, że "nie wie, czy on  będzie samodzielny", a kolejna pani logopeda "że on jest niezdolny do komunikacji". Niezdolny, tj. że NIGDY nie będzie mówił. Na szczęście znalazłam takie osoby, co zamiast oceniać, próbowały pomóc i dzięki nim moje dziecię gada, że mam go dosyć i proszę o minutę ciszy.
 
Tak więc często dzieci kwitną, mają się często dobrze, póki im nie przeszkadzamy w rozwoju :)

Paulina Łoboda

DICE

Write a comment

Comments: 0